wtorek, 4 lipca 2017

Recenzja: "A court of wings and ruin" Sarah J.Maas


"I linked arms with him before saying, "You and this city helped wake me up - helped bring me back to life."His eyes flickered as I smiled up at him. "I will fight with everything I have, too, Rhys. Everything."
He only kissed the top of my head, tugging me closer as we crossed the Sidra under the starry sky."
Zapraszam Was dziś na recenzję ostatniej części w serii "Dwór cierni i róż" autorstwa Sarah J.Maas - "A court of wings and ruin", która na długo zostanie w Waszej pamięci.


Na sam początek dobra rada: w momencie, gdy dostaniecie książkę w swoje ręce POD ŻADNYM POZOREM NIE ZAGLĄDAJCIE na koniec, generalnie nie przeglądajcie i nie podczytujcie fragmentów książki i jak ognia unikajcie stron od 480, ponieważ generalnie cała książka to wielkie pole minowe. Pamiętajcie ostrzegałam :)
Muszę przyznać, że nie jest łatwą rzeczą napisać recenzję książki, którą przeczytało niewiele osób
w Polsce a chciałabym przekazać Wam odrobinę moich emocji, po jej skończeniu, bez  żadnych spoilerów, aby nie popsuć Wam książki, która pozostanie z Wami na długo. Ale postanowiłam spróbować :)
Sarah J.Maas to autorka dwóch obecnie najbardziej popularnych serii, czyli "Szklanego tronu"
i "Dworu cierni i róż". I tak jak do "Szklanego tronu" musiałam się przekonać, czytając kolejne tomy tak w "Dworach" zakochałam się od pierwszej części. Każda z części nawiązuje do innej baśni czy mitu. I tak "Dwór cierni i róż" nawiązuje do "Pięknej i bestii", "Dwór mgieł i furii" do historii Hadesa
i Persefony, natomiast "Dwór skrzydeł i zniszczenia (ruin)" nawiązuje do historii Królewny Śnieżki.
I tak mamy tutaj i jabłko i lustro i można powiedzieć, że Czarownicę, która czerpiąc z energii innych staje się zachować swoją młodość i piękno. Ale wszystkie te elementy są tak dobrze wplecione
w historię, że dopiero po chwili zdajemy sobie sprawę, że właśnie to było to nawiązanie.
A co do samej historii. Zakładam oczywiście, że osoby, które czytają tę recenzję znają dwa poprzednie tomy. Książka składa się z trzech części, co przypomina mi trochę dramat w teatrze, bo czego jak czego ale sytuacji dramatycznych, mrożących krew w żyłach tutaj nie brakuje. Feyra jest na Dworze Wiosny i gra idealnie swoją rolę narzeczonej Tamlina jednocześnie próbując dowiedzieć się jakie plany ma król Hyberni z którym współpracuje Tamlin. Jest oczywiście na dworze Ianthe, której nienawidzę pasjami i która nadal próbuje zrealizować swój odrębny plan zyskania wysokiej pozycji.
I o jaką satysfakcję odczuwałam, gdy Feyrze udało się parę jej planów pokrzyżować... Bo Feyra zdecydowanie przestraszoną myszką już nie jest. Jest szpiegiem, wojowniczką, królową, która stara się pomóc jak tylko może, aby szala zbliżającego się konfliktu przechyliła się na stronę Prythianu.
A jak jesteśmy przy Dworze Wiosny to wiadomo, że jest tutaj również i Lucien, który stara się nie przeszkadzać Feyrze w realizacji jej planów a co więcej stara się jej również, nie wzbudzając niczyjej uwagi pomóc. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy na Dwór Wiosny przybywa Jurian i dwoje kuzynów króla Hyberni, którzy zbyt pewni siebie zdradzają Feyrze potrzebne informacje, dzięki czemu może ona a wręcz musi powrócić na Dwór Nocy, jednak powrót ten do łatwych zdecydowanie nie będzie należał.
W tej części również poznamy trochę braci Luciena a najbardziej najstarszego z nich Erisa. I jak to
w tej części jest bardzo częste, każdy z bohaterów ma swój odrębny plan. W ogóle w tej części Lucien, jego historia, jak i historia całego Dworu Jesieni tak mnie zaciekawiła, że mam nadzieję, że Sarah J. Maas zdecyduje się przedstawić ją w jednym z podobno trzech tomów towarzyszących tej trylogii.
Wracając do historii. Feyra po poworcie na Dwór Nocy rozpoczyna z całym Dworem przygotowania do zbliżającej się nieuniknionej wojny. Tworzą się niespodziewane pakty i zaczynają ze sobą współpracować osoby, których o współpracę byśmy nie podejrzewali. 
I tu pewnie myśleliście, że powiem Wam kto z Dworu Nocy będzie brał udział w tych działaniach prawda? Niestety jak bez spoilerów to bez spoilerów...
Wybucha wojna w której wszystko jest możliwe i spodziewać się można wszystkiego. 
" "It will take everything, you know. To try to stop me. Everything you have. And it still won't be enough. And when you have given everything and you are dead, Rhysand, when your mate is mourning over your corpse, I am going to take her." " 
"Rhys sais softly , "I wonder if we'll see it again."
I knew he wasn't just talking about the house. But I rose up on my toes and kissed his cheek. "We will," I promised as a dark wind gathered to sweep us to the Illyrian war-camp. I held tightly to him as I added, "We'll see it all again."
And when that night-kissed wind winnowed us away, away into war, away into untold danger... I prayed that my promise held true." 
I na tym fragmencie muszę zakończyć swoją recenzję, aby nie popsuć Wam drodzy czytelnicy przeczytania książki, która zdruzgocze Was totalnie i tak, przyznaję bez bicia, będziecie płakać, złościć się na bohaterów, znów płakać i przeżywać wszystko co dzieje się na tych siedmiuset stronach ( w polskiej wersji będzie to pewnie coś około tysiąca stron), po to by w momencie, gdy skończycie tę książkę mogli spojrzeć z niedowierzaniem, że po pierwsze to już koniec a po drugie, że właśnie przeżyliście wspaniałą przygodę pełną zwrotów akcji i wielkiej karuzeli uczuć. 
To będzie super jesień :)
Natomiast na końcu książki autorka pozostawiła taką oto informację, czyli zapowiedź trzech z czego na razie mi wiadomo dodatkowych historii. Ja z wielką chęcią przeczytałabym jak już wspomniałam historię Luciena i Dworu Jesieni, Dworu Nocy (kogoś to dziwi??), ale trzeci mój typ może Was zaskoczyć, ponieważ gdzieś za połową książki zaczęłam współczuć Tamlinowi i bardzo chciałabym dowiedzieć się jak potoczyły się jego dalsze losy. Koniecznie dajcie znać na jakie historie wy czekacie :)


8 komentarzy:

  1. Od samego czytania recenzji mam ciary! <3 Jeszcze chyba nigdy tak bardzo nie czekałam na jesień :D Zapamiętam, żeby nie podglądać od 480, chociaż pewnie będzie mnie kusiło...
    Bardzoo się cieszę, że autorka zamierza ciągnąć to dalej i jeszcze będzie po co żyć :P I nie mogę uwierzyć, że Tamlin nie ginie! Ja już go prawie opłakiwałam... Ale cieszę się, że wrócił do łask! Mam nadzieję, że w kontynuacji znajdzie się dla niego miejsce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jest nie przeglądać jej w ogóle bo to istne pole minowe spoilerów:) A ja sama nie wierzę, że to powiem, ale tak w połowie książki nagle Tamlina zrobiło mi się szkoda... i z chęcią chciałabym, aby Maas opisała jego historię po ACOWARZE i jego mam nadzieję szczęśliwe zakończenie. I bardzo liczę na historię Luciena i Dworu Nocy oczywiście :) Generalnie ACOWAR wygenerował mnóstwo możliwość cudownie interesujących historii :)

      Usuń
  2. Już zdażyłam dostac zawału, popłakać się ze smutku, a potem z radości. Wszystko przez priv który sama chcialam :D
    Ale recenzja swietna <3 I nie ma spojlerów <3
    Robisz to dobrze!
    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Starałam się :) A ten priv to tylko szczyt góry lodowej :) Generalnie książka mega.

      Usuń
  3. Rób mi smaczka, rób! Tak bardzo chcę już dostać tę książkę :<

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka jest zdecydowanie najlepsza ze wszystkich książek Maas �� A jesień już coraz bliżej :)

      Usuń
  4. Nie dość, że już nie umiem się doczekać premiery tego tomu, to Twoją recenzja narobiłaś mi jeszcze większego smaka! No ej, tak się nie robi, haha ;P Październiku nadchodź szybciej, proszę <3 Ja chcę mojego Rhysa :(

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto naprawdę czekać bo to moim zdaniem najlepsza jak dotąd książka Maas a do tego jest to taka karuzela zdarzeń, że po prostu trudno się oderwać od niej. Ale ja też mam zamiar polską wersję czytać razem z Wami:) W końcu razem raźniej :) Chociaż pewnie i tak padnę trupem po "Tower of dawn" :)

      Usuń