sobota, 29 lipca 2017

Recenzja: "Przebudzenie Morfeusza" K. N. Haner



„Chcę coś powiedzieć, przywołać go, ale nie mogę. Krztuszę się krwią i wypluwam ją na siebie i na podłogę. Wszystko się zamazuje. W ostatniej chwili podnoszę wzrok i widzę, jak Adam biegnie do mnie. Mówi coś, krzyczy, ale ja już nic nie słyszę. Wszystko się zlewa. Ciemność. Cisza. Bólu też już nie ma. Pustka. Spokój.”
Zapraszam na ostatnią ( czy aby na pewno :P) część serii Mafijna Miłość autorstwa K. N. Haner. Po snach i koszmarach zawsze w końcu przychodzi czas na przebudzenie.

Zdarzają się czasami takie serie, które pochłoną nas bez reszty i które wciągną nas tak, że nie będzie się w stanie skupić na niczym innych bo bohaterowie i wydarzenia będą nas dosłownie prześladowały a my będzie po prostu musieli dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterów aż do szczęśliwego
( czy aby na pewno ?) końca. Jednak takie serie nie zdarzały mi się często a do tego seria autorstwa polskiego autora lub autorki to praktycznie nigdy. Ale jak to mówią nigdy nie mów nigdy i przyszła i na mnie kolej, ponieważ w Mafijnej Miłości zakochałam się totalnie, co mogliście już zauważyć czytają moje recenzje dwóch poprzednich części które są: część pierwsza tutaj a druga tutaj. Ale to co dzieje się w części trzeciej, czyli „Przebudzeniu Morfeusza” przekroczyło moje wszelkie przypuszczenia.
W kulminacyjnym tomie serii akcja dzieje się tak płynnie i dzieje się tyle, że tę książkę czyta się tak jakby brało się udział w tych zdarzeniach jako obserwator, tak jakbyśmy niewidzialni obserwowali bohaterów i to, co ich spotyka. Co za tym idzie, w momencie, gdy kończymy czytać tę część, czujemy zdecydowanie niedosyt i jesteśmy zaskoczeni, że no jak to koniec?? I to zdecydowanie jest przyczyną, że po tę serię niewątpliwie sięgnę nie raz. A z pewnością tak zrobię przed premierą części czwartej o wiele mówiącym tytule „Piętno Morfeusza” i tak jest to potwierdzona przez samą autorkę informacja.

„ Jego twarz nieco się rozluźnia. Schodzi z niego napięcie. Mam wrażenie, że to coś więcej… To jakby jego piętno. Piętno Morfeusza.”
Przejdźmy więc do tego, co dzieje się z naszymi bohaterami w „Przebudzeniu Morfeusza”. Cassandra, która jak wiemy na koniec drugiej części była w ciąży wraca do Toronto do swojej mamy, aby tam wychować swojego synka Tommy’ego. Próbuje po rozstaniu z Adamem od nowa ułożyć sobie życie, które teraz przypomina kupkę potłuczonego szkła.
„ To wszystko jest zupełnie nie tak, jak powinno być. Nie jestem taką kobietą, jaką chciałam się stać. Moje życie nie wygląda tak, jak to sobie wymarzyłam. Straciłam przyjaciela, nie mogę być z ojcem mojego dziecka, a on nawet nie wie, że ma syna. Wszystko jest kompletnie odwrotnie, niż być powinno.”
Do jej życia wraca również jej znajomy z czasów przed Miami Filip z którym odbywała staż. Wzmianka o Filipie pojawia się już w części pierwszej a w tej części możemy dowiedzieć się o nim nieco więcej. Jednak Cassandra nie chce wchodzić w nowy związek, kiedy poprzedni tyle ją kosztował a po którym nadal do końca się nie pozbierała.
„Nie wiesz, jak bardzo się muszę wysilać, by nie oszaleć z tego wszystkiego. Przez te prawie trzy lata bez Adama starałam się odbudować siebie, dzień po dniu odzyskiwałam poczucie własnej wartości, a mimo to nadal czuję, że można mieć mnie za nic. Nic. Rozumiesz?”
Stara się jednak bardzo chociażby stworzyć pozory normalności dla swojego oczka w głowie, czyli synka Tommy’ego. Chce mu również zapewnić bezpieczeństwo i szczęśliwe dzieciństwo. Cassandra rozpoczyna również pracę w biurze projektowym znajomego Filipa – Kyle’a. I jak wielkie jest jej zaskoczenie, gdy jej pierwszym zleceniodawcą okazuje się być nie kto inny jak Adam „Morfeusz” McKey. Ich spotkanie znowu burza jak mogło się wydawać ułożone życie bohaterki a spotkanie to niesie ze sobą nie tylko dobre wspomnienia, ale również powracają i te złe i bolesne.
„ Zamykam oczy na myśl o wieczorze, kiedy poznałam Adama. To był początek mojego koszmaru. Koszmaru, który tak naprawdę cały czas trwa. Jest jak śpiączka, z której nie można się obudzić.”
I jak się można było tego spodziewać Adam chce poznać swojego syna i brać w jego życiu czynny udział, chociaż Cassandra początkowo jest temu zdecydowanie przeciwna, ponieważ zdaje sobie sprawę, że za Adamem podąża jego życie w organizacji i co za tym idzie wielkie niebezpieczeństwo
i niekończący się strach.
„ Muszę chronić mojego syna przed jego ojcem. To boli, ale tak jest lepiej. Lepiej dla mnie, lepiej dla Tommy’ego… A dla Adama? Dla niego jest lepiej, gdy  nie ma mnie w jego życiu. On tak zadecydował. Zniknął i pragnę, by się więcej nie pojawiał. Samo wspomnienie o nim boli jak miliony igieł wbijanych w całe ciało. Oddech przyśpiesza, a serce wali jak szalone, gdy tylko o nim pomyślę. Adam  był… jest mrokiem mojego życia. Mrokiem, który podarował mi największą jasność w postaci Tommy’ego.”
 Za Adamem powraca również koszmar senny Cassandry, czyli Eros, który nadal żądny jest zemsty
a jak wiemy w mafii prawo zemsty jest wszechobecne. Jednak zamiast mścić się na Adamie Eros wybiera sobie za cel bohaterkę, aby Morfeusza zabolało tam, gdzie boli najbardziej, ponieważ Adam zdał sobie już sprawę swoich uczuć a co za tym idzie stał się podatny na zranienie. A na znalezienie tego słabego punktu od lat czekał Eros.
„Niestety, oboje mamy świadomość, że wszelkie działania Erosa są wymierzone we mnie, by zranić Adama. Zemsta zawładnęła całym jego postępowaniem. A także jego ciałem, duszą i sercem… O ile Eros w ogóle je ma.”
W tej części pojawia się również jeszcze jeden istotny bohater, którym jest brat szefa Cassandry - Will, który jak się potem okaże namiesza w życiu bohatera nie mnie a może i bardziej niż sam Eros.
To co mnie bardzo zaskoczyło na kolejny wielki plus to nieoczywiste, moim zdaniem mimo wszystko, szczęśliwe zakończenie, które jednak nie było zakończeniem z tych jak to mówi moja koleżanka „słodko – pierdzących”. Wręcz przeciwnie. Zakończenie stworzone przez Kasię Haner było idealne dla klimatu całej serii i już doczekać się nie mogę przyszłego roku kiedy to na półki trafi część czwarta, czyli „Piętno Morfeusza”. A tymczasem wydane dotąd trzy tomy serii z czystym sercem polecam, ponieważ jest to seria polskiej autorki, która zdecydowanie mogłaby konkurować z autorami zagranicznymi.
Za możliwość przeczytania całej serii serdecznie dziękuję K.N. Haner jak i Wydawnictwu:


A co wy sądzicie o tej serii? Czytaliście, chcecie przeczytać, czy może zachęciła Was moja recenzja? Piszcie w komentarzach.



4 komentarze:

  1. Zapierałam się przed tą serią rękami i nogami, a teraz coraz bardziej chodzi mi po głowie ochota przeczytania jej... kurczę xd

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze swojej strony BARDZO ją polecam. Jest to seria pisana przez polską autorkę a wyszła seria, która mogłaby konkurować z zagranicznymi seriami z tego gatunku :)

      Usuń
  2. Stoi na półce i czeka na swoją kolej. Przez te wszystkie recenzje nie mogę się doczekać! :)
    Pozdrawiam ciepło Sara z Niesamowity świat książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealne zakończenie bardzo dobrej serii:) I to zakończenie... Po prostu super. Polecam gorąco :)

      Usuń