wtorek, 20 czerwca 2017

Recenzja: "Co przyniesie wieczność" Jennifer L. Armentrout


„Myślałam o chłopaku, przez którego bolało mnie serce, o tym, który przyrzekł mi wieczność.Minęły cztery lata, odkąd widziałam go i rozmawiałam z nim po raz ostatni. Cztery lata, które upłynęły na próbach wymazania z pamięci wszystkiego, co wiązało się z tą częścią mojego dzieciństwa, ale jego wciąż pamiętałam. Zastanawiałam się, co się z nim stało. (…) Tylko dzięki niemu przetrwałam w domu, w którym musiałam się wychowywać.”
Zapraszam Was na recenzję książki koło której nikt nie przejdzie obojętnie, czyli „Co przyniesie wieczność” Jennifer L. Armentrout.

„Co przyniesie wieczność” jest moim pierwszym zetknięciem się z twórczością Jennifer
L. Armentrout, która w naszym kraju zyskałam popularność swoją serią Lux, którą ja mam jeszcze do przeczytania. Natomiast historia zawarta w tej książce przykuła mnie już zeszłej jesieni a na pod choinką znalazłam tę książkę w oryginale. Jednak życie i inne książki spowodowały, że zabrałam się za nią dopiero teraz. I muszę powiedzieć, że zdziwiła mnie ilość stron w polskim tłumaczeniu
w porównaniu do oryginału, ale to często jest urok tłumaczenia z języka angielskiego.
Bardzo podobał mi się również projekt graficzny polskiej wersji książki, ale ponieważ książka ta została wydana przez wydawnictwo Filia, które znane jest z pięknych, dopracowanych okładek, nie byłam aż tak bardzo zaskoczona, że i tym razem grafik wydawnictwa stanął na wysokości zadania.
No ale dosyć tych dygresji. O czym jest sama książka?
„Co przyniesie wieczność” jest historią Mallory i Ridera, których dzieciństwo było koszmarem na jawie a Rider był obrońcą swojej „Myszki” jak zwykła nazywać ją chłopak i stawał się niejako buforem dla wszechogarniającej dwójkę bohaterów przemocy zarówno tej fizycznej jak
i psychicznej.
„Czasami dom stanowił najbardziej niebezpieczne miejsce na świecie.”
 Jednak na skutek pewnego nieszczęśliwego wypadku zostają oni rozdzieleni a Mallory zostaje adoptowana przez dwójkę lekarzy Rosę i Carla Rivasów. Pomagają oni dziewczynie, która, co nie powinno nikogo dziwić, cierpi na zespół stresu pourazowego, powrócić do  normalnego życia. Po czterech latach nauki w domu Mallory postanawia wrócić do szkoły na ostatni rok nauki, co według niej samej powinno pomóc jej przygotować się do niełatwych dla bohaterki interakcji z innymi ludźmi. Chce również przezwyciężyć paraliżujący ją strach i zacząć rozmawiać z innymi ludźmi. Dlatego też postanawia uczestniczyć w zajęciach z komunikacji. I jak wielkie jest jej zdziwienie, gdy miejsce obok niej zajmuje jej „rycerz na białym koniu” z dzieciństwa Rider. Również chłopakowi wydaje się, że zobaczył ducha. Mallory i Rider postanawiają dać sobie drugą szansę i odnowić swoją przyjaźń.
„- Nie wiem. Chyba po prostu za tobą tęskniłem. Jakby brakowało mi Ciebie po całym tym czasie, po… po przebywaniu przy tobie dzień i noc, do diabła, przez ponad dekadę, po czym… cię straciłem. Ale wróciłaś. – Pogładził moją dłoń. – Nid wydawało mi się to realne. Nie wydawało mi się możliwe, by nasze ścieżki ponownie się przecięły i byśmy się spotkali, ale oto jesteś.Oto był i on.”
„ Wiesz, czuję się, jakbym dostał drugą szansę. Myślę w ten sposób, odkąd usiadłem na komunikacji i cię zobaczyłem. Mamy teraz drugą szansę. A niewielu ją dostaje. (…)- Nie chcę jej zmarnować.”
Jednak zarówno Mallory jak i Rider nie są już tymi samymi osobami, którymi byli cztery lata temu. Zarówno zdarzenia z jej jak i jego życia zmieniły bohaterów. Czy na lepsze, na gorsze, trudno jest ocenić jednoznacznie, natomiast pewnym jest to, że zmienili się jak również i swoje otoczenie. Mallory mieszka w pięknym domu, natomiast Rider trafił do rodziny zastępczej u Pani Luny gdzie jest niejako przyszywanym bratem dla Jadena i Hectora, wnuków Pani Luny. Jednak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa i wzajemne wspieranie się pozostało niezmienne. Dzięki Riderowi Mallory
z większą łatwością wychodzi ze swojej dawno zbudowanej skorupy a to co kiedyś wydawało się przyjaźnią przekształca się z czasem w pięknie opisane w książce uczucie.
„ O Boże.Byłam w nim zakochana.Wiedziałam, że to prawda. Miłość była uczuciem rozsadzającym mi serce za każdym razem, gdy go widziałam. Miłość była zapomnieniem o wszystkim, gdy z nim byłam. Miłość była oddechem więznącym mi w gardle, kiedy patrzył na mnie w ten intensywny sposób. Miłość była sapnięciami, gdy mnie dotykał. To miłość, gdy mogłam być przy nim sobą, wiedząc, że nie musiałam udawać ideału lub martwić się, co sobie o mnie pomyśli, ponieważ mnie akceptował. A przede wszystkim? Ta miłość cholernie mnie przerażała.”
Jednak poczucie beznadziei i szansy na jakiekolwiek polepszenie sytuacji u Ridera, powoduje, że zaczynamy zastanawiać się, czy naszym bohaterom pisana jest wieczność, czy może w pewnym momencie każde z nich wybierze swoją własną ścieżkę a my czytelnicy, im bardziej poznajemy bohaterów, kibicujemy, żeby jednak wybrali na pewno nie łatwą, ale jakże obiecującą wieczność.
"Wieczność to bicie mojego serca i nadzieja na lepsze jutro.
Wieczność to promień słońca, który przebijał się bez względu na to, jak gęstymi chmurami zasnute było niebo.
Wieczność polegała na poznaniu swoich słabości, które wcale nie miały trwać w nieskończoność.
Wieczność to uznanie swojej siły. (...)
Wieczność była prosta jak obietnica.
Wieczność to nieustająca praca na sobą.
Nie mogłam się doczekać mojej wieczności."
 Przemoc fizyczna i psychiczna, jak również brak pomocy znikąd to na pewno nie jest łatwy temat, ale Jennifer L. Armentrout opisała te trudne tematy w tak wciągający sposób, że bardzo trudno jest odłożyć książkę, ponieważ czytelnik, w tym również ja, bardzo chce, aby bohaterowie, którzy mieli bardzo trudny start w życiu odnaleźli swój od dawna im należny kawałek szczęścia.
Dlatego też książkę polecam wszystkim a już zdecydowanie wielbicielom książki „Hopeless” autorstwa Colleen Hoover.

I stąd pytanie do Was. Czytaliście tę książkę? Jeśli tak to jaka jest Wasza opinia? A jeśli jej jeszcze nie czytaliście to czy macie zamiar kiedyś po nią sięgnąć? Piszcie w komentarzach.

 Książkę wydało Wydawnictwo:

 



26 komentarzy:

  1. Właśnie... dużo osób porównuję tę książkę do historii z "Hopeless" - którą osobiście kocham - więc nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po nią.
    Już od dawna jest na mojej liście, tylko na razie mój budżet na ten miesiąc się jakoś wyzerował. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz tak jak ja z miłością do "Hopeless". A tę książkę z całym serduchem polecam ❤ Wspaniała historia a pod koniec zakręciła się w oku niejedna łza.

      Usuń
    2. Koniecznie daj znać co sądzisz po przeczytaniu ��

      Usuń
  2. Teraz jeszcze bardziej pragnę ją przeczytać, bo uwielbiam "Hopeless", która jest wg mnie najpiękniejszą książką Colleen Hoover :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ta książka jest równie piękna, jeśli nie lepsza, ale tak ciut ciut ❤ Generalnie książkę polecam całym sercem bo jest po prostu przepiękna ❤

      Usuń
  3. Nie czytałam, ale zamierzam to zrobić! :)
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tej książki, może uda mi się ją kiedyś w końcu przeczytać :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się wkrótce uda bo historia zdecydowanie jest warta przeczytania :)

      Usuń
  5. Chyba będę musiała ją przeczytać bo tak mnie zaciekawiłaś mój blog

    OdpowiedzUsuń
  6. Historia z Hopeless bardzo mi się spodobała więc po Twojej recenzji na pewno ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i polecam całym serduchem, bo również historia w tej książce jest tak samo wspaniała jak w "Hopeless" i tak samo angażuje czytelnika.

      Usuń
  7. Czytałam, ale nie zrobiła na mnie wielkiego wow. Podobało mi się to, że został przedstawiony problem przemocy, to jakie skutki wnosi ona do dorosłego życia. Ale jakoś ta historia miłosna mnie nie porwała... Chociaż przyjemnie się ją czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chociaż lubię Armentrout to nie mogę przekonać się do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak bywa czasami :) Książka która podobała by się wszystkim raczej nigdy nie powstanie. Bo ile książek tyle gustów :)

      Usuń
  9. Baaardzo jestem ciekawa tej książki - choć różne opinie o niej czytałam, ale wolę sobie wyrobić własną 😉 - no i piękna okładka również przyciąga 😊
    Pozdrawiam serdecznie 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze swojej strony książkę polecam z całego serducha. A już zwłaszcza dla osób, którym podobało się "Hopeless" Colleen Hoover. Chociaż ta książka wydawała mi się bardziej dojrzała. A okładka faktycznie cudna :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Słyszałam o tych książkach na prawdę dużo, ale jeszcze nigdy nie trafiły w moje łapki więc nie ma zielonego pojęcia kiedy to nadejdzie mam nadzieję, że już niebawem. Pozdrawiam, zostaje na dłużej i zapraszam do siebie: http://gosiaandbook.blogspot.com/2017/06/wywiad-z-mrswierzbicka.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam nadzieję że nadejdzie niebawem bo akurat ta książka to piękna historia, która zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej:) Blog oczywiście odwiedzę :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Hm.. wręcz nie cierpię "Hopeless" Colleen Hover, jednak byłabym gotowa zaryzykować z tą książką. Być może sposob pisania i historia opisana przez Jennifer bardziej mi się spodoba.

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze swojej strony akurat tę książkę polecam, bo historia naprawdę jest interesująca
      Pozdrawiam i ściskam również :)

      Usuń
  12. Nie czytałam, ale przyznam, że recenzja jest bardzo zachęcająca, więc być może dodam tę książkę do listy do przeczytania. :D
    Serdecznie pozdrawiam. :*
    agataczytaksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :* Książkę polecam całym serduchem :) Również serdecznie pozdrawiam i zapraszam ponownie :)

      Usuń