sobota, 27 maja 2017

Recenzja: "Ms. Manwhore" Katy Evans, "Kilt me" Jenika Snow, "Sex Machine" M.S. Force.

W swoim dzisiejszym poście chciałabym zrecenzować trzy krótkie książki, które bardzie nazwać można by nowelami, które w oczekiwaniu na "Franco" postanowiłam przeczytać. Są to lekkie trzy książki z których jedna to zakończenie historii, druga to ciąg dalszy większej serii a trzecia to pojedyncza historia. A więc zaczynamy.



„Ms. Manwhore” Katy Evans
"(...) i to jest moje ulubione miejsce.  Home base w baseballu, okno cyklonu, nieruchomy środek Ziemi, wokół którego wszystko się obraca. Właśnie tutaj. W tych ramionach. Ramionach tego jedynego mężczyzny. Moje miejsce, do którego wracam po orbicie. Moje miejsce, w którym się śmieję, kocham i grzeszę."
Muszę przyznać na samym początku, że spodziewałam się ciut większej objętości książki, ale ponieważ jest to części 2.5, nie będę narzekała. Po prostu tak bardzo lubię serię Manwhore, że jak dla mnie książki mogłyby mieć i po 500 stron.
Ale przejdźmy do tego co dzieje się w tej części. Rachel i Malcolm się zaręczyli się            i niedługo ma odbyć się wielki ślub a same przygotowania, jak się okazuje, do najłatwiejszych nie należą. Przy Rachel nie ma bowiem jednej z najważniejszych osób dla panny młodej, czyli ojca. Jednak to, czego Rachel nie brakuje to kochający narzeczony, mama i zgrana grupa przyjaciół, którzy starają się zapełnić ten brak.
W „Ms. Manwhore” nie pojawiają się nowe wątki, no może oprócz takiego jakby puszczenia do nas oka przez autorkę i rozpoczęcie wątku Tahoe, którego jak wiemy spotkamy w książce jemu poświęconej. Ta część to takie spięcie wszystkich wątków
z poprzednich dwóch książek, wisienka na torcie, czy finał na który z zapartym tchem czekały wszystkie fanki serii ze mną na czele.
Z jednej rzeczy bezapelacyjnie się cieszę a mianowicie takiej, że Katy Evans nie starała się na siłę tworzyć fabuły na siłę i dała wszystkim fanom idealne wręcz zakończenie a teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na dwie kolejne książki, które mają ukazać się w tym roku, czyli: „Ladies Man”, gdzie będzie rozwinięty wątek Giny i Tahoe i „Womanizer”.


„Kilt Me” Jenika Snow
Na serię A Real Man natrafiłam podczas przeglądania goodreads. „Kilt Me” jest dwunastą częścią cyklu nowelek o mężczyznach typu alfa. Nie są to książki odkrywcze, ale jeśli czeka Cię na przykład podróż pociągiem, albo masz ochotę na szybką, lekką książkę ze sporą dozą erotyki to ta seria jest idealna.
O czym jest ta książka? Jest to historia zastępczego nauczyciela akademickiego Alastaira McGowana, Szkota, który cały czas chodzi w kilcie i Molly, których ciągnie coś do siebie nawzajem od momentu gdy profesor McGowan przejmuje prowadzenie zajęć na które uczęszcza Molly. I jak łatwo jest to przewidzieć w końcu zdecydują się zaryzykować
i poddadzą się swoim namiętnościom.
Nie jest to zdecydowanie literatura jakiś wysokich lotów, ale na podróż pociągiem na Targi Książki była wręcz idealna. Dlatego jeśli nie straszne Ci narzecze Szkockie, bo tak pisane są rozdziały Alastaira i masz ochotę na lekką lekturę ze sporą dozą pieprzu ta książka jak
i cały cykl może przypaść Ci do gustu.


„Sex Machine” M.S. Force
„- Pomyśleć tylko: wystarczyły cztery słowa.

- Cztery słowa, które zmieniły wszystko.”
„Sex Machine” to historia Honey Carmichael i Blake’a Dempsey’a. Oboje znają się od dzieciństwa, oboje stracili wiele w życiu, ale czy dadzą sobie szanse na szczęście pomimo, że Blake uważa, że szczęście jest ostatnią rzeczą na którą zasługuje i całe swoje życie poświęca pracy. Sam siebie nazywa maszyną, ponieważ skupiając się na pracy wyzbywa się praktycznie wszystkich uczuć. Co stanie się gdy pewnego dnia do baru, gdzie po pracy odpoczywa Blake wejdzie Honey i zaproponuje mu spędzenie nocy razem bez zobowiązań? Czy jedna noc może rozbić budowane przez lata mury? I czy może to właśnie Honey przywróci dawnego Blake’a i sama również zazna tak długo przez nią poszukiwanego szczęścia?
(…)”- Musisz po prostu pozwolić sobie na szczęście. Jesteś w stanie to zrobić?

- Sam nie wiem. Nie pamiętam już, jakie to uczucie być naprawdę szczęśliwym. Minęło już tyle czasu, lata całe… A potem do baru weszła piękna dziewczyna i mój uporządkowany świat stanął na głowie.”

M.S. Force jest znana wielbicielom literatury kobiecej z serii Quantum, której niestety ja jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale czytając opis „Sex machine” doszłam do wniosku, że z chęcią zapoznałabym się z tą książką. I pomimo tego, że fabuła jest tutaj spłycona a o bohaterach można by napisać nieco więcej to książka ta jest moim zdaniem dobra na leniwy dzień na leżaku, wieczór przy lampce wina, czy zabicie czasu podczas podróży. A ja z chęcią poznałabym losy przyjaciół głównych bohaterów Lauren i Garreta, ponieważ tutaj jest spory potencjał na  naprawdę dobrą książkę.

5 komentarzy:

  1. Malcolm <3 <3

    Reszta ciekawa, ale jakos nie ciagnie mnie aż tak

    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem Malcolm zaklepany przez Ciebie :)
      A ja czekałam na "Franco", więc wzięłam się za ciut cieńsze książki no a "Kilt Me" idealnie sprawdziło się w trakcie podroży pociągiem na targi :)

      Usuń
  2. Akurat wszystkie trzy są z takiego gatunku, którego ja unikam jak ognia XD

    Też obserwuję i pozdrawiam ;)
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  3. Malcolm Saint <3 ale reszty jeszcze nie znam cóż trzeba nadrobić ;)
    Obserwuję i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj tak <3 Aż szkoda było, że ta część była taka krótka... ale całe szczęście w tym roku dostaniemy jeszcze "Ladies man" i "Womanizer" więc nie będę narzekać :) A bloga oczywiście odwiedzę :) I zapraszam ponownie :)

      Usuń