piątek, 19 maja 2017

Recenzja: "Dla niej wszystko" Alexa Riley

„Od samego początku wiedziałem, że ona będzie moim największym osiągnięciem, więc w dniu, w którym pozwoliłem jej odejść, wyznaczyłem dla niej ścieżkę.
Ścieżkę wiodącą do mnie.
Nikt nie wie, że to ja stoję za kurtyną i pociągam za sznurki. Tak to wszystko poukładałem, żeby ona  w idealnym momencie stała się moja.
Ten czas właśnie nadszedł.”
Zapraszam na recenzję książki Alexy Riley „Dla niej wszystko.”

Główną bohaterką książki jest Mallory, której życie nigdy nie oszczędzało. Wychowywała się ona
w rodzinie zastępczej a dzięki własnemu uporowi, ciężkiej pracy i inteligencji zapewniła sobie
w całkiem stabilną przyszłość. Najpierw dzięki stypendium studiując na Yale a następnie po ukończeniu studiów poprzez staż w jednej z największych w Nowym Jorku firm. Również w Nowym Jorku Mallory poznaje Oza, który nie daje jej myślom spokoju.
„Kiedy po chwili spoglądam w szafirowe oczy, znowu jestem zgubiona. Mam wrażenie, jakbym znalazła się w oku cyklonu. Tyle, że nie wiem, czy ten mężczyzna jest wiatrem siejącym spustoszenie czy też spokojnym środkiem, w którym nic mi nie grozi.”
Jednak co zrobi Mallory w momencie gdy okaże się, że to co uważała za swoje największe osiągnięcia zostało zaplanowane przez osoby trzecie a zwłaszcza przez jedną osobę?
Miles, czyli właśnie Oz od momentu kiedy zobaczył Mallory, wiedział, że jest to ta jedyna, ta na całe życie. Zdawał sobie sprawę z inteligencji i ogromnej wiedzy Mallory, jednak w momencie, gdy ujrzał ją po raz pierwszy zarówno Oz jak i Mallory byli za młodzi i takim miejscu w życiu, które niweczyło szanse na jakikolwiek poważny związek a o taki zawsze Ozowi chodziło. Dlatego Miles decyduje się na niezwykle ryzykowny i odważny krok a mianowicie na pomoc i zaplanowanie życia Mallory tak, aby po pięciu latach mogli się spotkać a Mallory będzie należeć do niego.
„Miles ma na twoim punkcie obsesję. – Z jej gardła wydobywa się pozbawiony radości śmiech. – Obsesja to mało powiedziane.”
„… jedyne, czego kiedykolwiek pragnąłem, to kochać ją i sprawić, aby ona pokochała mnie. Temu, co robiłem, przyświecał tylko jeden cel: zapewnienie jej wszystkiego, co najlepsze.”
Muszę przyznać, że gdy zaczęłam czytać tę książkę miałam mieszane uczucia. Z jednej strony historia była interesująca jednak związek Mallory i Oza aż krzyczał toksyczny, dysfunkcyjny. W tym związku nieobca jest kontrowersja, manipulowanie, czy niezdrowa obsesja. Miles pilnujący Mallory zza kurtyny przez pięć lat i tak konstruując życie Mallory, aby ta poznała go w wybranym przez niego momencie wzbudził we mnie zdecydowanie mieszane uczucia… Jednak styl pisania autorek, ponieważ pod pseudonimem Alexa Riley kryją się dwie przyjaciółki, jak również sama historia ludzi, którzy wiele w życiu przeszli ujęła mnie za serducho i nie mogąc odłożyć książki chciałam dowiedzieć się czy obsesja przerodzi się w prawdziwe uczucie i zrozumienie. I całe szczęście nie zawiodłam się.
Po tę książkę sięgnęłam będąc na wielkim kacu książkowym po poprzedniej lekturze a mianowicie po „Klątwie przeznaczenia”, której recenzję możecie znaleźć TUTAJ i jako książka na powrót po blokadzie czytelniczej jest ona idealna, ponieważ jest ona lekka, ale i wciągająca zarazem.
Zdecydowanie sięgnę po kolejne książki tych autorek i mam nadzieję, że w jednej z nich zostanie opisana historia Paige, przyjaciółki Mallory i siostry przyrodniej Milesa, ponieważ jej historia może być jeszcze o wiele ciekawsza niż ta część.

Książkę wydało wydawnictwo:

9 komentarzy:

  1. Moje zdanie znasz :D
    Ale mimo to ciekawa recenzja :)

    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna recenzja :). Co prawda nie jest to mój ulubiony gatunek, ale może kiedyś sięgnę po tę książkę :).

    Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do siebie zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za zaproszenie z którego na pewno skorzystam a książka faktycznie jest z rodzajów tych, które będą wzbudzały mieszane uczucia w czytelniku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby nie do końca, jak to mówię "po mojemu" ta książka, ale brzmi ciekawie. Te dysfunkcyjne, toksyczne związki... Sama byłam w dość toksycznych związkach kiedyś, z których trudno mi było się uwolnić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej książki, a skoro jest lekka, to zostawię ją sobie na upalne lato ;) Miło tu u Ciebie i wyjątkowo podoba mi się ta blogowa tapeta :D Będę wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lekka i na lato jak znalazł :) Bardzo dziękuję i zapraszam serdecznie do kolejnych odwiedzin :)

      Usuń
  6. Raczej nie w moim guście, ale recenzję świetnie mi się czytało !

    http://pomiedzyrozdzialami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i kto wiem może trafi się i recenzja książki bardziej w Twoim typie :)

      Usuń