wtorek, 11 kwietnia 2017

Recenzja: "Bez szans" Mia Sheridan

Między rozpaczą a nadzieją. Między bólem a ekstazą. Między smutkiem
a radością. Między zgubą a zbawieniem.” Te słowa idealnie opisują uczucia, które w najnowszej części z serii „Bez…” opisuje Mia Sheridan.

Z autorką spotkałam się przy okazji „Bez słów”, które pochłonęłam w jeden dzień
i jest to książka do której zdecydowanie jeszcze wrócę, ponieważ zakochałam się w niej kompletnie. Kolejną częścią było zupełnie inne „Bez winy”, które jest już inną historią, z innymi bohaterami, jednak również ujmuje za serce. W tym roku ukazała się część trzecia serii, czyli „Bez szans”, która porusza chyba najtrudniejsze jak dotąd tematy. 
Przez całe nasze życie często marzymy o wielu rzeczach, planujemy, chcemy wieźć życie szczęśliwe i bezproblemowe. A o czym mogą marzyć osoby, których życie nigdy nie oszczędzało tylko z każdej strony rzucało kłody pod nogi?

Główna para bohaterów „Bez szans” to Tenleigh i Kyland. Przyszło im żyć
w Appalachach w zapomnianym przez Boga miasteczku. Jak to ujęła główna bohaterka: „Bóg stworzył region Appalachów, po czym szybko wziął nogi za pas
i więcej tu nie wrócił.” Obojga bohaterów los zdecydowanie nie oszczędzał, ponieważ oprócz biedy muszą się oni zmagać również z trudnościami dnia codziennego – Ten z chorobą matki natomiast Kyland musi codzienne zmagać się z utratą ojca i brata, którzy zginęli tragicznie w wybuchu w kopalni, jednym
z niewielu miejsc w których można znaleźć zatrudnienie. W związku z tym zarówno Tenleigh jak i Kyland marzą o wyrwaniu się z tej biedy i marazmu. Ich jedyną szansą na realizację tych planów jest przyznawane co roku stypendium Tyton Coal, które finansuje studia dla jednej wybranej osoby.
"Gdybym je zdobyła, wreszcie mogłabym się wyrwać z Dennville, znaleźć z dala od biedy i rozpaczy, oszukiwania pomocy społecznej       i dilerów-lekomanów. Wreszcie mogłabym utrzymać mamę i Marlo, zabrać je stąd i zapewnić mamie opiekę prawdziwego lekarza, a nie tego gościa z pustym wzrokiem z bezpłatnej przychodni, który, jak podejrzewam, stoi w centrum nielegalnego handlu lekami."
Nie mogłem odpuścić. Zostało mi zaledwie sześć miesięcy do ogłoszenia przez szkołę zdobywcy stypendium, dzięki któremu wyniosę się z tej zapyziałej dziury, daleko od beznadziei, daleko od głodu, daleko od kopalni, w której mrocznych czeluściach, wiele kilometrów pod ziemią, życie stracili mój ojciec i starszy brat.”
Jednak w miarę jak losy bohaterów się ze sobą splatają pomimo swoich planów
z którym do skutku mogą dojść plany tylko jednego z nich, Tenleigh i Kyland postanawiają zaprzyjaźnić się ze sobą.
"-Kylandzie - przerwałam mu - co powiesz na to, żebyśmy byli po prostu przyjaciółmi? Przydałby mi się chyba przyjaciel.(...)- Od śmiercie brata nie miałem prawdziwego przyjaciela."
Jak pokazuje jednak życie to, że będziemy się przed czymś bronić nie oznacza, że będzie to obrona skuteczna. I w ten oto sposób Ky i Ten zakochują się w sobie do tego stopnia, że wzajemnie postanawiają poświęcić swoje marzenia i szanse na lepsze życie dla drugiej osoby. Serce zostaje złamane, następuje wielkie rozstanie i wydaje się, że losy bohaterów bezpowrotnie się rozeszły w dwóch przeciwnych kierunkach. Jednak znając autorkę i to jak prowadzi swoje historie, bohaterowie po paru latach znów się spotkają i będą musieli bardzo dużo sobie wyjaśnić, aby mieć chociażby cień szansy na życie we dwoje. „Torturujesz moją duszę. Miotam się między rozpaczą a nadzieją. Powiedz, że nie przybywam za późno, że twe drogocenne uczucia nie wygasły na zawsze. [...] Nie kochałem nikogo oprócz Ciebie"("Perswazje"; Jane Austen). Pomimo tego, że sytuacja mogła wydawać się beznadziejna to również w przypadku, gdzie uczucie jest bez szans na zwycięstwo, miłość zwycięża i okazuje się, że to nie rzeczy nabyte gwarantują szczęście a właśnie odwzajemniona miłość. 
„Miłość, tego właśnie chciałam. I gotowa byłam o nią walczyć. Gotowa byłam stracić dla niej głowę. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie ma na świecie nic ważniejszego od miłości.”
„Mieliśmy wszystko, czego potrzeba. Żadna z tych rzeczy nie była wielka. Większość należała do rzeczy najprostszych. Ale w tej chwili wiedziałem, że rozmiar domu, samochodu, portfela nie ma absolutnie nic wspólnego z rozmiarem życia. A moje życie... moje życie zdawało się ogromne, pełne miłości i znaczenia.”
Mia Sheridan potrafi pisać książki o rzeczach trudnych i bolesnych w sposób piękny i wzruszający a czytelnik dzięki wachlarzowi uczuć zatraca się w książce bez reszty. Odczuwając z bohaterami ból, cierpienie, ale również nadzieję, chcemy, aby bohaterowie odnaleźli swoje szczęście i wiedli dobre, pełne radości życie. Autorka potrafi pokazać w bardzo dobry sposób to, że pomimo sytuacji jak można by twierdzić beznadziejnych, ciemnych chmurach przyjdzie i czas na promień słońca. Ja sama również wciągnęłam się w tą książkę tak bardzo, że musiałam ją skończyć i przekonać się, że wszystko skończę się zgodnie z moimi pragnieniami, ponieważ dawno żaden bohater nie zasługiwał na szczęście tak bardzo jak właśnie Tenleigh i Kyland. I w ten oto sposób skończyłam czytać po drugiej nad ranem…

Jeżeli szukacie książek o niełatwych tematach i uczuciach, napisanych w bardzo dobry sposób i w które wciągnięcie się bez końca to zdecydowanie polecam Wam całą serię tej autorki, bo na pewno nie będziecie tego żałować.

Całą serię wydało 
za co bardzo dziękuję, bo jest to seria, która pozostaje z czytelnikiem na długo.

10 komentarzy:

  1. Czytałam "Preston's Honor" tej autorki i to własnie ona namowiła mnie do kupna calej serii Bez...
    Ale to jeszcze czeka. :D
    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda jest o czymś innym, każda trochę inna, ale "Bez szans" po prostu chwyta za serce i nie chce puścić aż do końca książki :)

      Usuń
  2. Muszę w końcu sięgnąć po "Bez Szans" już jakiś czas jest na mojej liście TBR :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też tak było aż w końcu nadeszła jej pora i się zakochałam. Wspaniała historia ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Z serii "Bez..." przeczytałam "Bez słów" i bardzo mi się podobała pod wieloma względami. Chętnie sięgnęła po kolejne tym bardziej, że mam je w domu�� Ta recenzja zachęca do przeczytania kolejnych książek tej autorki��

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam "Bez słów" i jestem w tej książce zakochana *.* Musze sięgnąć po pozostałe pozycje tej autorki :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bez winy" była zdecydowanie inna niż "Bez słów" i nie powodowała tylu uczuć, natomiast "Bez szans" dostarczył uczuć huragan :)

      Usuń
  7. Świetna recenzja! Muszę sobie kupić ebooka, bo na czytnik mi mama nie zagląda, a jak zobaczy taki piękny kaloryfer na moim regale to jak nic zawał! Hahahah! Powodzenia w pisaniu dalszych postów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie:) A i zobacz okładki do dwóch poprzednich części "Bez słów" i "Bez winy" �� Tam też zawał gotowy�� A same książki czyta się super chociaż zdecydowanie do wesołych książek o niczym nie należą ��

      Usuń